Krucha, anemiczna i silna. Audrey Hepburn o sobie

Zawsze chciałam mieć spokojne życie. Nie miotać się.

Audrey nigdy nie wypowiedziała tych słów, przynajmniej nie publicznie. Myślę jednak, że mogłaby to zrobić. Uważam, że bardzo do niej pasują.

Audrey powiedziała jednak to: Moje życie było czymś więcej niż bajką. Przeżyłam wiele trudnych chwil, ale niezależnie od trudności, które przeszłam, na końcu zawsze czekała na mnie nagroda.

Próbowałam opisać historię Audrey w taki sposób, w jaki zrobiłaby to ona. Było to trudne zadanie, ale z całą pewnością niezbędne. Poznawanie historii tej niezwykłej osoby, bardzo znanej aktorki, lecz przede wszystkim – dobrego człowieka – jest rozwijającym doświadczeniem. Dlaczego? Ponieważ prowadzi do wielu refleksji.

Audrey wiele przeżyła. Była krucha i niewiele osób powiedziałoby, że jest silna. Bez wątpienia można ją jednak określić jako niewiarygodnie silną osobę, która zawsze czyniła to, w co szczerze wierzyła.


Poznajcie Audrey Hepburn:

Urodziłam się w Belgii. Moja rodzina dużo podróżowała, dlatego już od najmłodszych lat zwiedzałam świat. Niestety, w moim życiu nie zabrakło traumatycznych wydarzeń – przeżyłam najpierw rozwód rodziców, a następnie wojnę.

Czas wojny spędzałam w Holandii, gdzie mimo wszystko udawało mi się chodzić na zajęcia z muzyki i tańca. W tym czasie razem z innymi uczniami dawaliśmy recitale, zbierając tym samym pieniądze potrzebne na organizację ruchu oporu. Wiedziałam, że jestem zbyt krucha, aby działać, jednak zrobiłam to, co mogłam. Przenosiłam też meldunki w butach, ponieważ – jak niekiedy słyszałam – moja aparycja nie wzbudzała zbytnich podejrzeń. Ostatecznie cała moja rodzina została dotknięta przez czas okupacji. W moim przypadku skończyło się to problemami zdrowotnymi, jednak najpoważniejsza była podstępna anemia. Było to coś zupełnie powszechnego, wszyscy ją mieliśmy. Wszyscy byliśmy głodni.

Po wojnie nadal próbowałam tańczyć, jednak było to coraz trudniejsze, ponieważ moje ciało, nękane anemią, odmawiało mi posłuszeństwa. Nie miałam jednak zamiaru się poddać, marzenia o balecie okazały się silniejsze. Byłam na tyle uparta, że udało mi się otrzymać w Londynie prestiżowe stypendium. Jednocześnie walczyłam o utrzymanie, zaczęłam dorabiać jako modelka i urzędniczka. Wszystko po to, aby tańczyć. Czułam, że muszę, chcę i potrafię tańczyć. Los nie zawsze jest jednak łaskawy. Nie wszystkie marzenia mogą się spełnić. Chociaż mówiono mi, że mam talent, moja sylwetka i ciało okazały się za słabe. Paradoksalnie, wiotkie baletnice muszą być z natury silne.

Nie mogłam się poddać. Należało znaleźć coś innego, coś, co pozwoli mi znowu poczuć, że życie jest dobre. Odkryłam aktorstwo. Najpierw grałam małe role, które przechodziły niemal niezauważone przez publikę.

Pewnego dnia zaproponowano jednak mi rolę w filmie „Rzymskie wakacje”. To właśnie historia księżniczki Anny, która zapragnęła normalnego, zwykłego życia, stała się przełomowa w mojej karierze. Świat mnie zauważył i to znacznie bardziej, niż kiedykolwiek tego pragnęłam. Chciałam grać, ale nigdy nie chciałam być gwiazdą. Pragnęłam przecież nie tylko się realizować, ale także chciałam mieć zwykłe, normalne i rodzinne życie.

W międzyczasie były inne filmy, jednak kolejną produkcją, która przyniosła mi sławę, było „Śniadanie u Tiffany’ego”. Uważałam, że nie zagrałam wystarczająco, stale brakowało mi czegoś w mojej kreacji, jednak reżyser był zadowolony. Z kolei czarna i zupełnie prosta sukienka, którą noszę w filmie, zyskała status kultowej jako „mała czarna”. Myślę więc, że sama historia, miejsce, jak i stroje trwale zapisały się w pamięci fanów kina.

Moje życie prywatne nie było takie, jak chciałam. W pewnym momencie zrezygnowałam z kariery, ponieważ postanowiłam skupić się na mojej rodzinie. Nigdy jednak nie udało mi się zbudować dobrego małżeństwa, ostatecznie rozwiodłam się dwukrotnie. W trudnych chwilach moją największą radością byli moi synowie – Sean i Luca. Myślę, że udało mi się z nimi zbudować prawdziwie dobre, rodzinne relacje – poświęcaliśmy sobie sporo czasu i zawsze mogliśmy o wszystkim porozmawiać.

Ostatnie lata mojego życia płynęły spokojniej, chociaż ponownie doświadczyłam bólu. Ciężka choroba skutecznie utrudniała mi funkcjonowanie, jednak otaczali mnie przyjaciele i rodzina. A potem znienacka odeszłam we śnie.

Może Ci się spodobać

Bądź jak Jo

Dzień dobry Oliwo

46 sentencji łacińskich, które warto znać

Jak zadbać o dobrostan?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *