#drobnostka marcowa A.D 2022

Poziomki czerwcowe

Gdy za miasteczkiem nieśmiało kryły się promienie dnia, a na świat wyzierały prędko nocne cienie, mrówki rozpoczęły wędrówkę na owiane legendami Poziomkowe pole. Należało się śpieszyć, zwykle słodkie owoce znikały w zastraszającym tempie. Droga była jeszcze daleka, trzeba było wydostać się z pobliskiego lasu i bagnisk osłoniętych ogromnymi pokrzywami. Gdzieniegdzie trafiały się też grzyby, które należało omijać już z daleka, gdyż ich kapelusze rzucały złowrogie cienie na leśny mech. Szczególnie nocą robiło to spore wrażenie.

Aby dodać sobie sił w wędrówce, mrówki zaczęły śpiewać. Śpiewały coraz głośniej i głośniej, tak że niemal wszystkie jeże w okolicy usłyszały ich piskliwe głosiki. (Jeże uznały wówczas, że tego już za wiele, dlatego szybko uciekły. To by wyjaśniało, dlaczego właścicielka tego blogu nie może ich znaleźć)

Chociaż mrówkom nie było łatwo, wiedziały doskonale, że Poziomkowe pole jest warte każdego kroku. Nie było na nim zbyt wiele owoców, jednak te, które już na nim wyrosły były doskonałe – odpowiednio słodkie, bez żadnych zbędnych plamek czy uszkodzeń. Już z kilku poziomek cała drużyna mrówek mogłaby zrobić doskonały dżem na zimę. Lecz nic to, nic to, pomarzyć o takich dobrociach można dopiero wtedy, gdy ma się już w garści zdobycze…

Znienacka rogalikowaty księżyc przekrzywił się lekko, dając mrówkom więcej światła.
– Idźcie, mrówki, prędzej – odezwał się. – Za rogiem czai się wilk, a to jest prawdziwy znawca poziomek.
– Dziękujemy ci, księżycu za ostrzeżenie – odezwała się mrówka-kapitan.

Mrówki ruszyły dalej, mimo narastającego zmęczenia. Powoli zaczynały schodzić ze wzniesienia, a to oznaczało, że zaraz dostrzegą trakt prowadzący do Poziomkowego Pola.
Jedna z mrówek, wyraźnie ucieszona, zawołała wówczas radośnie:
– Hej hej, nikt nas nie pokona!
Starsza mrówka, bardziej doświadczona przez życie, zerknęła na nią z dezaprobatą.
– Uważaj, łatwo tak ściągnąć kłopoty… – mruknęła.
Wtem – jakby na jej zawołanie – z sosnowego drzewa zeskoczył wilk.
– Witajcie, mróweczki – uśmiechnął się kpiąco. – Jakże miło Was zobaczyć…
– Nam nie bardzo – skomentowała pod nosem starsza mrówka.
– Czego chcesz od nas, wilku? – zapytała mrówka-kapitan, wysuwając się do przodu i stając już niemal przed samą wielką stopą wilka.
– Lubię rozmawiać. Chciałem z Wami porozmawiać.
– Chyba o przekąsce – zamruczała ponownie starsza mrówka.
– Dobrze, wilku. A o czym? – mrówka-kapitan postanowiła udawać, że ufa wilkowi.
– Potrzebuję paska napędowego do Junaka z 1961 roku. Możecie mi go załatwić?
Mrówka-kapitan spojrzała na niego z nieukrywanym zdumieniem, zaś reszta mrówczej drużyny parsknęła na boku śmiechem. Zanim jednak mrówka-kapitan zdążyła odpowiedzieć, wilk dorzucił:
– Żartowałem. Tak naprawdę chciałbym Was zjeść! – i ruszył w ich stronę, jakby naprawdę chciał to zrobić.
Wtem do przodu wysunęła się starsza mrówka, bardziej doświadczona życiowo.
– Wilku, a czy Ty słyszysz, jak wiatr wyje w koronach drzew? A gdy tak się dzieje, to dużo lepiej słychać… Wsłuchaj się uważnie.
Zdziwiony wilk spojrzał na mrówkę i parsknął śmiechem.
– Nic nie słychać!
– Słuchaj uważnie – odparła spokojnie starsza mrówka.
Wszystkie mrówki zaczęły w skupieniu nasłuchiwać, nawet wilk zrobił skupioną minę.
Rzeczywiście dało się słyszeć jakieś ciężkie kroki. I coś w rodzaju radosnego pogwizdywania.
– Znasz te gwizdy, wilku. A o ile mi wiadomo i zresztą nam wszystkim, tak charakterystycznie gwiżdże tylko niedźwiedź. Nie sądzę, abyś był zadowolony z tego spotkania. Od zeszłej zimy wisisz mu dzban miodu. Zresztą, z początku zamierzałeś mu go ukraść, ale się nie udało. A teraz mamy czerwiec. Myślę, że się ucieszy, gdy Cię tutaj zobaczy…
Mrówka nie skończyła nawet zdania, a wilk już chyżo uciekał po trawiastym zboczu, potykając się o własny ogon.
Mrówka-kapitan podeszła do starszej mrówki i uśmiechnęła się szelmowsko.
– Niedźwiedź rzadko spaceruje o tej porze. A mimo to wszyscy go słyszeliśmy. Jak to zrobiłaś?
Starsza mrówka wyjęła zza pleców dyktafon i pomachała nim triumfalnie.
– Nagrałam sporo osób. To może nam się jeszcze przydać w lesie.
– Dziękujemy Ci, mrówko – odezwała się z uznaniem cała drużyna.
– No dobrze, dobrze, ale na pogawędki przyjdzie jeszcze czas. Musimy iść dalej, inaczej zobaczymy jedynie poziomkowe krzaczki.
Mrówki szły dalej, a księżyc przesuwał się po granatowym niebie, uważnie omijając jednak gwiazdy. Wreszcie ich wędrówka do Poziomkowego pola dobiegła końca.
– Jesteśmy! – ucieszyła się mrówcza drużyna.
Mrówka-kapitan przystanęła przed poziomkowymi krzaczkami z zastanowieniem w oczach, nie wypowiadając przy tym ani jednego słowa.
– Ciekawe – rzekła starsza mrówka, uważnie przyglądając się krzaczkom. – W tym roku ostały się jeszcze poziomki…
– Zabierzemy je – odparł kapitan mrówkowej drużyny.

Mrówki ostrożnie chwyciły kilka poziomek, umieściły je na grzbiecie i ruszyły z powrotem do lasu. A właściciel Poziomkowego pola spoglądał na nie z góry, uśmiechając się z uciechy. Nic się nie zmarnuje!

______________________________________

A w poziomkach
czaiło się słońce czerwcowe

A w poziomkach
odbijały się trzy pokolenia

A w poziomkach
chowały się paprocie, pokrzywy i grzyby

A w poziomkach
ukryto stare opowieści

A w poziomkach
rozbrzmiewała niechęć do ogórków

A w poziomkowej alejce
jeszcze spacerują mrówki…


Może Ci się spodobać

Ile osób może zmieścić się w piwnicy?

Dlaczego drzewa nic nie mówią?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.